Kapelania Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie

Uniwersytecki Szpital Dziecięcy
w Krakowie
pw. NMP Nieustającej Pomocy
Rzymskokatolicka Kapelania
Przejdź do treści
Artykuły / wywiady > L. Szczepaniak
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
JAK ORZEŁ, CO NA SWYCH SKRZYDŁACH NOSI PISKLĘTA.
REFLEKSJA O DUSZPASTERSTWIE CHORYCH DZIECI.

Zespół duszpasterski w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie tworzy kapelan szpitala i asystentka pastoralna. Specjalistyczne duszpasterstwo obejmuje swą duchową troską przede wszystkim chore dzieci oraz ich opiekunów, ale także tych pacjentów, którzy zbliżają się do kresu swego życia. W sytuacji cierpienia spowodowanego odejściem dziecka, pomoc tę sprowadzamy do realizacji elementarnych zadań, które można zawrzeć w czterech etapach: odnalezienie potrzebujących pomocy, zapalenie im światła wiary, ogrzanie i nakarmienie ich duszy.

Odnaleźć potrzebujących pomocy
Jeśli to jest możliwe, nie czekamy na wezwanie, ale sami poszukujemy tych, którzy potrzebują opieki duszpasterskiej. Cierpiący z powodu umierania dziecka, nie mają dość sił lub jasności umysłu, aby prosić o pomoc. Niektórzy z różnych powodów nie widzą też sensu posługi religijnej, bo nie są gorliwymi chrześcijanami. Odnalezienie ich jest możliwe wówczas, gdy odbywają się codzienne duszpasterskie odwiedziny w salach chorych i jest dobra współpraca z opiekunami medycznymi. Bardzo ważnym łącznikiem jest wierzący członek rodziny lub z kręgu ich przyjaciół, w sytuacji gdy rodzice dziecka utracili wiarę, albo są niepraktykujący. Bywa, że ta głęboko wierząca osoba i jej modlitwa stwarza jedyną szansę na okazanie pomocy duszpasterskiej umierającemu dziecku i jego rodzicom. Natomiast dużym wyzwaniem jest nawiązanie dobrych relacji z dzieckiem i jego bliskimi. Kluczem otwierającym ludzkie serca jest zazwyczaj bezinteresowna pomoc wykraczająca poza granice obowiązku, chociaż zdarzają się wyjątki. Tutaj nie można niczego udawać. Konfrontacja z cierpieniem demaskuje każdą sztuczność. Nie można się też narzucać, ale trzeba być tak blisko, by w chwili, gdy nastanie wewnętrzna ciemność, zapalić światło wiary. Można to jednak uczynić tylko wówczas, jeśli ta wiara płonie we własnym sercu.

Zapalić im światło wiary
Smutkowi, który rodzi się w chwili diagnozy terminalnej, często towarzyszy poczucie zdruzgotania, ogromnej krzywdy, bywa, że pojawia się poczucie winy, ale najbardziej niebezpieczne jest przeko-nanie o bezsensie ludzkiego istnienia i utracie nadziei na życie wieczne. W warunkach szpitalnych próbujemy nieść duszpasterską pomoc w czasie umierania dziecka i pierwszej fazy żałoby, która zazwyczaj przebiega w sposób gwałtowny. Emocje wówczas „przelewają się” przez tę czarę goryczy w widoczny już sposób, bo cierpiący nie chcą i nie mają siły opanowywać się. Ból ducha przekracza punkt krytyczny. Można wówczas usłyszeć oskarżenia kierowane w stronę Boga, ludzi i samych siebie. Przez krótki czas po śmierci wydaje się, że nastała zupełna ciemność, bezsilność i dezorientacja.  Staramy się rozproszyć te wewnętrzne mroki swoją obecnością, o każdej porze i ile razy jest to konieczne, wspólną modlitwą dostosowaną do stanu psychicznego osieroconych, roz-mową i posługą sakramentów św. Każdy z wymienionych elementów jest ważny i stosowany z rozwagą. Kiedy słyszymy skargę, że wszyscy zawiedli, to przecież nasuwa się odpowiedź, że są przy was ludzie oddani i życzliwi z kręgu rodziny, opiekunów medycznych i duszpasterstwa. To właśnie nimi posługuje się dobry Bóg. Nikt nie jest samotną wyspą. Zapalić światło wiary oznacza w praktyce wspólnie spojrzeć na ukrzyżowanego Chrystusa i zjednoczyć się z Nim w nadziei na zmartwychwstanie. W posłudze duszpasterskiej nie rywalizujemy z nikim, ale współpracując moż-liwie ze wszystkimi stronami, usiłujemy zaspokoić najgłębsze religijne potrzeby cierpiących i ich bliskich. Czynimy to w sytuacji, kiedy nieskuteczna jest już pomoc medyczna, a opieka psycholo-giczna musi zatrzymać się przed bramą wieczności, bo ona nie odwołuje się przecież do Boga i nie dysponuje posługą sakramentalną przygotowującą do ostatecznego przejścia.

Ogrzać ciepłem miłości
Pomoc jest skuteczna wówczas, jeśli jest się z cierpiącymi we wnętrzu ich bolesnego doświadcze-nia, niczym w „oku cyklonu”, i przynajmniej w jakiejś mierze współodczuwa z nimi. Najlepiej, aby miało to miejsce od pierwszych dni spędzonych w szpitalu, aby w dramatycznych chwilach mieć prawo być bardzo blisko już jako przyjaciel, a nie ktoś obcy. Zadanie to pomaga mi wypełniać asystentka pastoralna s. dr Bożena Leszczyńska, pełniąca także obowiązki nadzwyczajnego szafarza Komunii św. Dla niej ta posługa jest realizacją powołania do okazywania miłości „najmniejszym braciom”, z którymi utożsamia się Chrystus. We wiadomy tylko dla siebie sposób odnajduje naj-bardziej potrzebujących pomocy i poświęca im cały swój zawodowy i wolny czas. Interesuje się ich złożoną sytuacją rodzinną, materialną i religijną. Informacje te są niezbędne, aby objąć dziecko i rodzinę wspólną opieką duszpasterską. Dla niektórych dzieci na długi czas staje się drugą „mamą”, gdy biologicznej matki z różnych powodów przy dziecku nie ma. Nie są to częste sytuacje, ale nie-stety zdarzają się, kiedy matka jest chora, albo nie żyje. Najbardziej przykro jest wówczas, gdy dziecko jest pozostawione przez matkę lub oboje rodziców. W tej duszpasterskiej opiece czasami pomagają doświadczone wolontariuszki. Dobroć serca, solidarność w cierpieniu oraz drobne posługi są przejawem miłości okazywanej dzieciom przede wszystkim bliskim śmierci, ale i tym, których życie nie jest zagrożone. Bezinteresowna miłość wzbudza zaufanie, zbliża do Boga i umożliwia otoczenie tych, którzy cierpią również opieką sakramentalną.

Nakarmić duszę cierpiących
Nie zatrzymujemy się jednak tylko na pomocy socjalnej i zaspokojeniu elementarnych potrzeb du-chowych, ale przede wszystkim staramy się cierpiących zbliżyć do miłosiernego Serca Boga, jak tylko to jest możliwe, głównie poprzez sakramenty. Rozmowa zaczyna się od aktualnych przeżyć, ale dobrze poprowadzona kieruje uwagę na relację człowieka z Bogiem, który jest solidarny z każ-dym człowiekiem w cierpieniu i śmierci swojego Syna Jezusa. Kto odkryje, że miłość jest funda-mentem, na którym wznosi się jego duchowy dom, tego nie zdoła pokonać żadne cierpienie, nawet to związane z utratą dziecka. Stąd też celem zespołu duszpasterskiego jest konsekwentne okazywa-nie pomocy w ponownym odkryciu chrześcijańskiego sensu życia, zbliżenie cierpiących do Boga, umocnienie w nich wiary, nadziei i miłości oraz spotkanie z Chrystusem w sakramentach w tych dramatycznych chwilach związanych ze śmiercią dziecka. Stąd też sercem naszej posługi jest kaplica z codzienną Eucharystią, wieczystą adoracją Najświętszego Sakramentu, kultem ukoronowanego Obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy i wszystkimi nabożeństwami, które są odpowiedzią na religijne potrzeby. Święty Jan Paweł II przybywając do tego szpitala 13 sierpnia 1991 r., nazwał go „sanktuarium ludzkiego cierpienia”. 29 lipca 2016 roku, podczas Światowych Dni Młodzieży, w tej kaplicy modlił się również papież Franciszek, prosząc o łaski i umocnienie dla chorych i ich opie-kunów i błogosławiąc nasz wysiłek. Kaplica ta od początku jej istnienia otaczana jest też szczególną duchową troską przez metropolitów krakowskich i biskupów pomocniczych, którzy kilka razy w roku sprawują w niej Mszę św., spotykają się i modlą wspólnie z chorymi dziećmi, ich rodzinami i personelem szpitala.

„Źródło” nr 6(1310), 05.02.2017, s. 20-21.



Wróć do spisu treści